Kto skorzystałby na wizycie w Albanii?
Ci, którzy cenią nowości i doznania.
W 2017 roku Albania wywołała efekt „wow" i stała się odkryciem roku w branży turystycznej.
Do tej pory niewiele wiadomo o tym kraju, a nawet Google dostarcza tę samą selekcję informacji.
Nie dziwi to — przez ponad 40 lat kraj był ukryty przed oczami turystów i izolowany pod ścisłymi rządami dyktatora Envera Hodży. Religia była zakazana, podobnie jak prywatne samochody uważane za luksus. Hodża wprowadzał ideały komunistyczne wszędzie i przyjaźnił się tylko z Chinami i ZSRR. Potem pokłócił się z Chruszczowem i nakazał wszystkim mieszkańcom budowę bunkrów.
Nawiasem mówiąc, nikt nie zamierzał atakować Albanii. Ale władcy trzeba było słuchać, i teraz w całej Albanii można zobaczyć ponad 700 000 betonowych bunkrów w kształcie grzybów, wykorzystywanych jako piwnice na wino lub magazyny. Po śmierci władcy „żelazna kurtyna" opadła, granice się otworzyły, a Albańczycy ruszyli zdobywać Europę.
Krążyły przerażające legendy i mity o Albanii: najbiedniejszy kraj autsajder z klanami mafijnymi i śmieciami na ulicach. Tylko najbardziej zdesperowani podróżnicy docierali do tego tajemniczego kraju.
Sprytni Europejczycy wybrali Albanię na wakacje jakieś pięć lat temu i powoli zaczęli odkrywać jej tajemnice. Oszczędnych Europejczyków imponowały najtańsze wakacje nad morzem, całoroczny raj owoców i warzyw, ryb i owoców morza w obfitości, żywność ekologiczna bez GMO i dodatków, dziewicza przyroda i dwa morza.
Albania imponuje od pierwszej minuty: jakbyś znalazł się z powrotem w ZSRR i jednocześnie w przyszłości. Na każdym kroku zdumiewasz się symbiozą „tunelu czasu": budynki z ery socjalistycznej obok luksusowych hoteli w stylu śródziemnomorskim, tanie mercedesy w ogromnych ilościach obok bentleyów z kryształami Swarovsky'ego, obdrapane kioski z gazetami obok nowoczesnych butikowych sklepów.
Kraj kontrastów, mówią turyści, którzy odwiedzili Albanię.
